Pomarańczowo-szara rewolucja

W moim życiu wybuchła mała rewolucja. Pomarańczowo-grafitowo-szara rewolucja. Przez cały zeszły weekend machałam wałkiem i pędzlem od rana do wieczora. Remont mieszkania rozpoczął się na dobre, a ja nie wiem, w co ręce włożyć. Jednak mimo całego trudu i brudu są 3 pozytywne aspekty tego całego rozgardiaszu: moje mieszkanko wygląda jeszcze piękniej, waga spada bez liczenia kalorii, a ja nie myślę o wszystkim tak bardzo, jak zazwyczaj.

Rozpoczęcie remontu przekładaliśmy już kilkakrotnie, ale temat powracał za każdym razem gdy wzrok padał na brudne już ściany. W końcu nadszedł ten dzień i pojechaliśmy do Obi, żeby zakupić farby i odpowiedni sprzęt. Kolor miał być jednolity w całym mieszkaniu: spokojne, łagodne szarości, bez ekstrawagancji. Jednak emocje zwyciężyły z rozumem i salon stał się pomarańczowo-grafitowy, przedpokój natomiast betonowo-szary. Kolor ,,Serce Tybetu” dał nam zastrzyk energii, a czyste ściany tchnęły w nas poczucie harmonii i kontroli nad życiem.

Początkowy zapał jednak zgasł, gdy zdaliśmy sobie sprawę, ile jest do sprzątania, poprawiania, czyszczenia i dekorowania. Samo malowanie, mimo że dość męczące miało swój początek i koniec. Jednak bajzel, który powstał ciągnie się niemiłosiernie aż do dzisiaj.

Utknęłam. Ugrzęzłam w bałaganie w mieszkaniu i tym w mojej głowie.

Przez lata odgrzebywałam się z bagna wspomnień, które przez kilkanaście lat mojego życia narosło aż po szyję. Gdy już odkopałam się na tyle, żeby sądzić, że mogę zrobić krok naprzód okazało się, że jestem po kostki zakopana w ruchomych piaskach, a każdy kroczek sprawia, że grzęznę jeszcze bardziej.

Postanowiłam poprosić o pomoc w porządkach – tych w głowie, nie w mieszkaniu. Stwierdziłam, że najtrudniej zacząć, potem jakoś pójdzie. I nie myliłam się. Po konsultacji ze specjalistą odetchnęłam z ulgą, że tak naprawdę nie jest ze mną aż tak źle, a dzięki rozmowom z moimi bliskimi zrozumiałam, że nie siedzę w tym bagnie sama i dookoła mnie wiele wyciągniętych pomocnych dłoni czekających tylko aż po którąś sięgnę.

Porządkuję sobie w głowie od dobrych kilku lat i wydaje mi się, że wykonałam już ogromną pracę. Pisząc bloga wielokrotnie wyciągałam na światło dzienne zakurzone, acz bolesne wspomnienia, żeby je ,,przepracować”. Na Waszych oczach robiłam sobie autopsychoterapię i dziękuję, że mi na to pozwoliliście.

Czas na krok naprzód i czuję, że remontowanie mieszkania mi w tym pomoże. Zawsze twierdziłam, że porządek w domu to porządek w głowie i życiu, a malując ściany na zupełnie nowy kolor rozpoczynam tak jakby nowy etap.

Zabieram się więc za dalsze porządki i kończę ten remont. Najtrudniej zacząć, potem jakoś pójdzie.

Wierzę, że będzie dobrze. Bo skoro poradziłam sobie z pomalowaniem mieszkania wysokiego na ponad 3,5 metra, to przecież dam też radę wyjść z mojego mentalnego bagienka sięgającego zaledwie kostek, prawda?

Reklamy

2 thoughts on “Pomarańczowo-szara rewolucja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s