Nic nie (z)muszę

Pamiętam, jak w przedszkolu byłam zmuszana do jedzenia mdłej ciemnozielonej brei, z niewiadomych powodów nazywanej przez przedszkolanki zupą szpinakową. Nie dość, że przez kolejne 13 lat na samą myśl o szpinaku robiło mi się niedobrze, to już jako czterolatka stworzyłam w swojej małej główce pewien mechanizm. A polega on na tym, że im bardziej się mnie do czegoś zmusza, tym większy wzbiera we mnie bunt i gniew.

2574072

Mogłam siedzieć godzinami nad talerzem pełnym zgniłej zieleni. Udawałam nawet, że śpię, ale nie dawałam za wygraną i nie pozwalałam wepchnąć sobie do ust ani łyżki tego paskudztwa. Szczęki miałam zaciśnięte jak bulterier, mogli podważać łomem, a nic by to nie dało. Ostatecznie zrezygnowane przedszkolanki odnosiły zimny talerz obrzydliwości do kuchni. Triumfowałam aż do następnego razu, gdy na stół wjeżdżała szpinakowa. Wtedy sytuacja powtarzała się, a ja niezmiennie odmawiałam przyjęcia zielonej paciai.

Jak na zodiakalnego byka przystało, jestem uparta, co ma swoje plusy i minusy.  Bo z jednej strony jestem wytrwała, z drugiej jednak niezwykle zawzięta.

Nienawidzę być zmuszana do czegokolwiek. Pewnie dlatego mam taki problem z porannym wstawaniem, gdy budzik zmusza mnie do obudzenia się niezgodnie z moimi fazami snu. Gdy ten gnojek zaczyna grać o nieludzkiej porze pięć po szóstej, z automatu włącza mi się mechanizm z przedszkola i tak jak przy zupie szpinakowej, tak i przy budziku udaję, że śpię.

Problem w tym, że nie mam już 4, a prawie 27 lat i spokojnie mogłabym być matką czteroletniego malca. Zastanawiałam się ostatnio, czy ja też będę zmuszać do czegoś moje dziecko? Przecież mimo znanych zalet buraków na przykład, mały człowiek może nie znosić ich smaku i odmawiać konsumpcji. Albo może nie życzyć sobie zakładania ubrań w kolorze niebieskim, bo nie lubi, bo mu się nie podoba, bo nie chce.

Postanowiłam jako jeszcze naiwna Nie-Matka, że będę moje dziecko motywować, będę z nim rozmawiać i tłumaczyć. Będę dodawać mu odwagi i zachęcać do próbowania nowych rzeczy, dbając o jego bezpieczeństwo. Dzisiaj, nie zaznawszy jeszcze trudów macierzyństwa postanawiam poznać moje dziecko i je zrozumieć, a także akceptować jego odmienność. Postanowiłam zamiast wpadać w furię, gdy mój potomek powie mi NIE, zapytać dlaczego odmawia. Ale nigdy nie zmuszę go do niczego.

Być może czytające ten tekst Matki właśnie parsknęły śmiechem i zwijają się na podłodze z trudem łapiąc oddech. Ale takie właśnie są moje postanowienia, które opieram na własnej potrzebie wolności.

Zmuszanie tylko pozornie może wyglądać na przejaw siły. Tak naprawdę jest oznaką słabości i strachu. Osoba, która zmusza pokazuje tym samym, że brak jej argumentów i charyzmy, oraz że ma niezwykle wątły charakter.

Ostatnio stworzyłam nowy mechanizm: gdy ktoś mnie do czegoś zmusza, automatycznie traci mój szacunek.

Dlatego sama staram się do niczego nie zmuszać, a bardziej motywować i dostrzegać to, co mogę zyskać wykonując mniej lub bardziej lubianą czynność. Od ostatnich dwóch lat poza moją wagą, której nie potrafię zrzucić oraz tym, że nadal notorycznie się spóźniam i nie panuję nad czasem, zmieniło się bardzo wiele. Może moje życie nie obróciło się o 180 stopni, ale bardzo różni się od tego sprzed 2 lat.

I ja się zmieniłam. A najbardziej cieszy mnie to, że wreszcie potrafię i nie wstydzę się mówić NIE.


Grafika: http://www.digart.pl/praca/2574072/asertywnosc.html

Reklamy

One thought on “Nic nie (z)muszę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s