Kapuściane sado-maso

– Ale bym zjadła pizzę i zapiła winem… – wystukałam na komunikatorze w wiadomości do mojego męża.

-Co stoi na przeszkodzie? – zapytał mój ślubny.

-Gruby brzuch – odpisałam trzymając w ustach marchewkę.

2 dni temu cały dzień myślałam o ciasteczkach, takich pieguskach, których nawet nie lubię. Wczoraj zamiast pączka zjadłam gotowanego brokuła. W nocy śni mi się czekolada i pierogi. Dzisiaj wąchałam świeży chleb, który przyniosła do pracy koleżanka.

Zaczynam świrować.     Czy odchudzanie musi być takim cierpieniem?

kapusta-biala

*

W akcie desperacji postanowiłam wypróbować na sobie dietę kapuścianą. Niby do przejścia, bo kapuścianej zupy mogę zjeść ile chcę, do tego warzywka i owoce, brzmi nie najgorzej. Dieta powinna trwać dni 7, dzisiaj mija trzeci. Została mi ostatnia porcja zupy, którą zjem na obiad, a potem nie tknę kapusty przez następny rok, a może i dłużej. Dziękuję bardzo, sama myśl o jedzeniu tej kapuścianej brei napawa mnie mieszanką smutku, frustracji i wściekłości.

Nie, nosz kurwa mać, NIE!

Ale się nie poddaję, działam dalej. Od 3 dni zero alkoholu, zero słodyczy. Poza tym zero smaku i radości z jedzenia i życia, tylko w moich snach jem białe pieczywo z masłem, żółtym serem i keczupem! Och!  Śniąc pochłaniam tłuściutką pizzę z podwójnym serem… mmm… i budzę się z twarzą na obślinionej poduszce.

Ja wiem, wiem… potrzeba na to czasu… Ale wkurzam się, że zjedzenie zwykłej kanapki urasta ostatnio do rangi problemu. I co mi po tym, że nie zjem buły, skoro efekty mizerne?

Jest mi ciężko. Jestem rozdarta między chęcią cieszenia się z życia, a potrzebą posiadania super ciała. Czy zaczynam mieć obsesję?

Teraz żyję od posiłku, do posiłku. Myślę, co zjem i ile muszę jeszcze czekać, żeby coś przekąsić. Liczę kalorie, ile zjadłam i ile spaliłam. Ale nie chcę siebie tak torturować, tak nie da się żyć. Nie chcę tak!

Chcę móc od czasu do czasu bez wyrzutów sumienia poleżeć na kanapie, zjeść paczkę chipsów i wypić piwo. Albo popić winem czekoladowe pralinki. Chciałabym do cappuccino w kawiarni zamówić sernik z polewą i nie czuć się z tym źle! A potem pobiegać, czy poćwiczyć na siłowni i to spalić.

Chcę też bez poczucia zażenowania pójść na basen, albo latem opalać się na plaży (przy ludziach!) w bikini. Chcę założyć obcisłą sukienkę na wielkie wyjście i nie myśleć ciągle, żeby wciągać, czy maskować brzuch. Chcę wyglądać i czuć się ze sobą dobrze.

A przede wszystkim chcę, żeby było normalnie.

Czy moja obsesja zaczyna przypominać zaburzenie? Jeśli tak, to normalnie nie jest. Mam zachwianą równowagę między zdrowym odżywianiem, a wpierdzielaniem bez opamiętania.

Diety kapuścianej w każdym razie nie polecam. Nie polecam też zjadania całej pizzy na raz.

Mimo że żadna ze mnie specjalistka to wiem, że podstawą jest odnalezienie złotego środka, równowagi, balansu. Wiem też, że jest to dla wielu z nas cholernie trudne. Ale pamiętajcie: Nie jesteście sami, łączę się z Wami w bólu i poczuciu beznadziei. Grunt, to się nie poddawać!

Postanawiam więc nie kombinować i trzymać się planu żywieniowego z multisportdiet.pl, oraz wrócić do ćwiczeń.

Pożaliłam się, pomarudziłam, odradziłam dietę kapuścianą. Dzięki za wysłuchanie.

A jak znajdę mój złoty środek to na pewno dam znać! Cześć!

 

*-Tak, wiem… Jestem mistrzynią Painta!

Reklamy

4 thoughts on “Kapuściane sado-maso

  1. Hm, A moze pomysl o tych wszystkich fantastycznych rzeczach ktore mozesz jesc? 🙂 z diety dr Dąbrowskiej : pieczone jablka, bez zadnych dodatkow, por duszony na wodzie z odrobina soli (to moze byc pyszne :)) pieczone warzywa bez sosow … 🙂 bedzie dobrze 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  2. dobry tekst. a a tytuł jeszcze lepszy – kapuściane sado-maso…
    oj tak!

    no właśnie ile da się wytrzymać katując siebie?
    choć ktoś powiedział że zdolność człowieka do dręczenia siebie nie ma żadnych granic.
    ale wiadomo że po takich wyrzeczeniach człowiek zaraz się rzuci na to co tłuste, słodkie, niezdrowe, żeby odbić sobie te udręki. i efekt jo-jo gotowy.

    nieraz mamy skłonność do chodzenia po bandzie czarne albo białe nic pośrodku.
    albo wpychamy w siebie jedzenie albo się głodzimy.
    ciągłe przeskakiwanie między dwoma ekstremami.
    niestety nie da się tego tak łatwo zmienić. to długa droga.

    Polubione przez 1 osoba

    1. To prawda, tak trudno znaleźć złoty środek. Zakończyłam dietę kapuścianą i na całe szczęście nie zamówiłam od razu pizzy z podwójnym serem. Trzymam się zbilansowanej diety, a zaraz wychodzę na siłownię 😉

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s