Jesienna frustracja

Miałam być bogata i szczupła, a tymczasem siedzę pod kocem, zliczam wszystkie wydatki i długi zagryzając czekoladą i popijając łzami. Jestem bogata przez 10 minut w miesiącu, potem płacę rachunki. Szczupła nie jestem nigdy, czasem nawet na domiar złego puchnę od samej myśli o jedzeniu. Ileż można wdupiać na śniadanie omlety owsiane, skakać jak debil na fitnessie i nie widzieć żadnych rezultatów? Ileż można spłacać rzetelnie wszystkie finansowe zobowiązania, ciągle nie mieć kasy i nie widzieć końca?

Sorry… dopadła mnie jesienna frustracja.

Kiedyś myślałam, że niczego w życiu nie żałuję. Dzisiaj zdecydowanie żałuję dwóch rzeczy: narobienia sobie długów i przybrania na wadze 15 kilogramów. Konsekwencje moich złych decyzji ciągną się za mną i nie potrafię się ich pozbyć, co powoduje ogromną frustrację.

Niby idzie to wszystko do przodu, spłacam długi, już znacznie schudłam, ale tkwię teraz jakby w zawieszeniu. Mam wrażenie, że robię 1 krok naprzód, żeby zaraz zrobić 2 kroczki do tyłu. Innym razem czuję się tak, jakbym wisiała kilka centymetrów nad ziemią i próbowała posunąć się do przodu, ale moje starania są na nic, a każdy ruch powoduje tylko wkurzenie.

Dzisiaj zazdroszczę wszystkim ludziom, którzy niemalże codziennie zagryzają pizzę czekoladą, popijają piwem i pozostają szczupli. Zazdroszczę też tym, którzy mają zapłacone rachunki, kupują sobie ładne rzeczy i podróżują po świecie, nie robiąc sobie przy tym długów. Normalnie tego nie robię, ale dzisiaj zazdroszczę. Wpierdalam tę czekoladę, zraszam łzami spisane na kartce kwoty do spłaty i zazdroszczę całemu, kurwa mać, światu.

Tak, chciałabym mieć ciastko i zjeść ciastko. Co więcej, chciałabym to ciastko dostać za darmo, zjeść i nie przytyć! Czy to za wiele?

A tak serio, to byłoby miło dostać kasę na spłatę wszystkich długów, a potem otrzymać w prezencie jeszcze trenera personalnego i profesjonalnie rozpisaną dietę.

Nie radzę sobie. Ja, samodzielna i niezależna, nie ogarniam. Powoli wszystko zaczyna mnie przytłaczać i przerastać. Powoli zaczynam mieć wszystkiego dosyć.

Tak wiem, że marudzę. Wiem, że ludzie na świecie głodują, albo nie mają dachu nad głową. Ale to mnie wcale nie pociesza i chyba byłabym okropnym człowiekiem, gdyby pocieszało mnie to, że inni mają gorzej.

To nie tak, że nie doceniam tego, co mam. Bo doceniam. Widzę też, jaki zrobiłam progres. Ale jak pomyślę, ile jeszcze czeka mnie spłacania długów i w pewnym sensie rezygnowania z życia i różnych przyjemności, to szlag mnie trafia. A gdy mimo trzymania diety i regularnych ćwiczeń waga stoi w miejscu, a sylwetka zmienia się ledwie nieznacznie, dopada mnie okrutna frustracja.

Bardzo chcę być w końcu zadowolona w 100% ze swojego wyglądu, móc bez wyrzutów sumienia cieszyć się smakiem pierogów, lasagne czy czekolady, a sport uprawiać dla przyjemności i aby zachować formę oraz  figurę.

Bardzo chcę mieć jakieś finansowe zaplecze, żeby nie martwić się, gdy przyjdzie wyższy rachunek za gaz, albo zepsuje się auto. Chcę ogarniać moje finanse, domowy budżet i korzystać z zarobionych pieniędzy.

Płacę za błędy młodości, ale mam już powoli dość. Dzisiaj optymistycznie nie jest, wybaczcie. Dopadła mnie jesienna chandra. Mam jednak nadzieję, że szybko przejdzie, a ja znowu znajdę w sobie optymizm, siłę i wiarę w lepszy czas.

Póki co odkładam czekoladę do szuflady i zabieram się za czytanie książki ,,Finansowy Ninja”. Taka wiecie, metoda małych kroczków…

 

 

 


PS. Przejdzie mi, obiecuję!!!

Reklamy

4 thoughts on “Jesienna frustracja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s