Czy maraton zmienia życie?

Znajomy zapytał mnie czy to prawda, że maraton zmienia życie. Szczerze mówiąc, nie wiem. Ale muszę przyznać, że bieg na dystansie 42 km dodał mi pewności siebie i wiary w moje możliwości. W czasie biegu przez moją głowę przeszło tornado myśli, a przez ostatni miesiąc miałam czas, żeby wyciągnąć z nich jakieś sensowne wnioski. I pewnie zabrzmię jak Paolo Coelho ze swoimi mądrościami głębokimi jak woda w kałuży i może parskniecie śmiechem czytając poniższe banały, ale jak już nie raz pisałam (i będę temu stwierdzeniu wierna!), w banałach często kryje się najprostsza prawda.

nogi

1. Nikt nie przeżyje życia za Ciebie.

Życie to mieszanka dobrych i złych chwil (Uwaga! Elżbieta Coelho w natarciu!).  Pewnie, że najlepiej byłoby móc przeżywać tylko te dobre i piękne, a do zmagania się z problemami kogoś wynająć, poprosić o przysługę, czy podrzucić zły czas niczym kukułcze jajo komuś nielubianemu. Tak się jednak nie da, ale może to i lepiej, bo czy nie wiedząc, jak w życiu może być ciężko, docenilibyśmy całe dobro, które nas spotkało?

Na trasie maratonu wiedziałam, że nikt go za mnie nie przebiegnie, chociaż wpadł mi do głowy pomysł, że fajnie by było chociaż przez chwilkę przemierzać drogę na czyichś plecach. Technicznie rzecz biorąc do zrobienia, mimo że pomysł sam w sobie był idiotyczny i zniknął tak szybko, jak się pojawił. Ale czy mimo wszystko realizując go odczułabym tę samą satysfakcję na linii mety? Na pewno nie.

2. Umiesz liczyć? Licz na siebie!

Mam jakieś takie poczucie i wręcz pewność, że gdziekolwiek nie rzuci mnie los i z czymkolwiek nie przyjdzie mi się zmierzyć, to dam sobie radę. I nie chodzi wcale o to, że nigdy nie potrzebowałam pomocy innych ludzi, chociaż z proszeniem o pomoc jest u mnie różnie (czasem po prostu trudno schować dumę do kieszeni). Po prostu lubię to uczucie i jestem z tego dumna.  Jednak rzecz w tym, żeby z tej pomocy korzystać mądrze, nie nadużywać jej i nie oczekiwać, że ZAWSZE będzie ktoś, kto pomoże.

W maratonie wystartowałam sama i na metę dobiegłam sama.

No dobra. Nie tak do końca.

Na starcie była ze mną moja ukochana przyjaciółka, która mi kibicowała i wspierała mnie. W czasie biegu kibicowali mi zupełnie obcy ludzie, a w chwili zwątpienia na 36.kilometrze poznany na trasie Jacek polecił mi biec z nim, co bardzo mi pomogło. Na mecie witali mnie bliscy i znajomi, zachęcając tym samym do sprintu na ostatnich metrach.

Czy bez tego nie ukończyłabym biegu? Pewnie, że bym ukończyła! Ale dzięki tym wszystkim ludziom będę miło wspominać tę przygodę jeszcze przez wiele lat.

Warto mieć pewność, że to TY jesteś w stanie liczyć na siebie i stanąć oko w oko z każdym wyzwaniem. Ale jeśli masz kogoś, na kogo ZAWSZE możesz liczyć, to wiedz, że masz ogromne szczęście.

3. Każda nawet najtrudniejsza droga kiedyś się kończy, a każdy ból mija. 

W pewnym sensie postrzegam życie jako sinusoidę i wierzę w zasadę zachowania harmonii. To wcale nie jest tak, że jedni mają WSZYSTKO, a drudzy nie mają NIC. Życie nie jest ani czarno-białe, ani zero-jedynkowe. Każdy, powtarzam każdy, ma na swoim koncie chwile, gdy myślał, że już lepiej albo że już gorzej być nie może. Wiadomo, że nieszczęścia chodzą całymi stadami i jak wali się jeden aspekt życia, to często w kolejce do zawalenia czekają już drugi i trzeci, a czwarty zaczyna lekko drżeć. W odniesieniu do szczęścia zwykło się mawiać, że ,,nic nie trwa wiecznie” i ja się z tym zgodzę, ale także odwołując się do trudów życia. Potrzebna jest wytrwałość. Wiem, że czasem jest ciężko i ma się wszystkiego dość, ale zaufaj mi: to minie! Najważniejsze to się nie poddawać. Jest Ci ciężko? Nie musisz gonić, truchtaj! Trucht to za dużo? Maszeruj, idź, a nawet się czołgaj, ale nigdy nie stawaj! Na horyzoncie widać już metę!

4. Możesz być swoim największym przyjacielem, albo najgorszym wrogiem.

Cytując Henry’ego Ford’a ,,jeśli sądzisz, że potrafisz, to masz rację. Jeśli sądzisz, że nie potrafisz – również masz rację”. Twoje nastawienie kreuje otaczającą Cię rzeczywistość i ma większy wpływ, niż sobie to wyobrażasz. Jeśli od początku zakładasz, że nie dasz rady zrealizować swojego planu lub marzenia, to możesz być pewien, że tak właśnie będzie. Pewnie słyszałeś nieraz ten okropny głos w głowie, który szeptał, że Ci się nie uda, że jesteś za słaby, żebyś odpuścił, bo nic z tego nie będzie. Wydaje mi się, że ten upiorny głos znany jest wielu osobom. Od nas zależy, czy go posłuchamy, czy każemy się zamknąć i wypędzimy go z głowy na zawsze.

Biegnąc maraton tylko raz pomyślałam, że chyba jednak nie dam rady. Ale wtedy przemówiłam do siebie jak do najlepszej przyjaciółki: ,,Elka, dajesz! Wierzę w Ciebie! Biegnij! Jestem z Ciebie dumna!” i zagłuszyłam szept nakłaniający do przerwania biegu.

5. Niemożliwe nie istnieje.

Bariery najczęściej sami sobie tworzymy i budujemy w umysłach mury pozornie nie do przeskoczenia. Pamiętam jak moja kochana K. 3 lata temu powiedziała mi coś, co sama wyczytała w internecie odnośnie biegania: ,,jeśli potrafisz przebiec kilometr, to jesteś w stanie przebiec też 5 kilometrów. Jeśli dasz radę przebiec 5, to i przebiegniesz bieg uliczny (10 km). Jeśli przebiegłeś bieg uliczny, to nic nie stoi na przeszkodzie żeby przebiec półmaraton, a od półmaratonu dzieli Cię już niewiele od ukończenia maratonu”. Wtedy było to dla mnie nie do pomyślenia, bo szczerze nie znoszę biegać (o ironio!). Jednak dzisiaj widzę, że jest to opis mojej przygody z bieganiem. Wiadomo, bieganie jest jedynie przykładem, ale powyższą zasadę można zastosować w dowolnie wybranej dziedzinie życia.

Zachwycam się historiami ludzi, którzy na przykład biegną maraton w wieku 70 lat, albo którzy mają w sobie siłę, żeby mimo kalectwa czy choroby realizować swoje pasje. Podziwiam tych, którzy mimo różnych przeciwności losu idą naprzód z odwagą i wysoko podniesioną głową.

Praca nad sobą zajęła mi kilka dobrych lat. Potrzebowałam sporo czasu, żeby wyrzucić z głowy wyuczone schematy i otworzyć się na świat. Zaczęłam traktować życie nie jak listę z etapami do odhaczenia, ale jak przygodę i wyzwanie. A świadomość tego, że niemożliwe nie istnieje, daje mi odwagę i pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Nie trzeba od razu biec w maratonie. Owszem, zmiany w życiu można zacząć od rewolucji, ale można też krok po kroku. Warto zdać sobie sprawę, że mamy tylko jedno życie i najczęściej sami jesteśmy kowalami swojego losu. Wiele zależy od naszego nastawienia do życia. Czasem wystarczy zmienić drogę do pracy, ale czasem trzeba zmienić samą pracę. Czasem zamiast zmieniać partnera wystarczy zmienić swoje myślenie o nim lub o sobie. Może wystarczy weekend z dala od domu, żeby nabrać dystansu, a może potrzeba polecieć na koniec świata. To TY jesteś wykonawcą swojego życia, dlatego warto je naprawdę PRZEŻYĆ, zamiast pozwolić aby po prostu przeminęło.

Nigdy nie jest za późno, żeby coś zmienić i zawalczyć o swoje szczęście. To jak będzie?

Do życia… gotowi…  START!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s