Nago nocą do jeziora

W mojej głowie zbudowałam mur. Dzień po dniu, cegiełka po cegiełce rósł coraz wyżej i wyżej. Otoczyłam się nim z każdej strony i przykryłam dachem. Zostawiłam małe szczeliny, żeby się nie udusić i metr kwadratowy miejsca, żeby móc czasem zrobić pół kroku i rozprostować nogi. Skutkiem ubocznym były nocne poty, niepokój, drętwienie karku i permanentny ból ramienia. Pozorne schronienie stało się więzieniem, a ja zamiast być stróżem, stałam się niechcący swoim własnym dręczycielem. Aż wreszcie 500 km od domu roztrzaskałam ów mur i obróciłam go w pył.

Pojechałam na Mazury i zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Straciłam głowę, serio. Mieszkaliśmy w drewnianym domku tuż nad jeziorem, z tarasem nad taflą wody i drabinką bezpośrednio do niej prowadzącą. Obok stały zacumowane jachty, a pod domek podpływały łabędzie i stada kaczek. Nocą obserwowaliśmy wysyp gwiazd na niebie i przedziwnej barwy księżyc, który odbijał się w spokojnej tafli jeziora. Zachwycały nas nawet wielkie pająki, z którymi dzieliliśmy naszą chatkę. To, że z radością wrócę jeszcze kiedyś na Mazury wiedziałam już, gdy tylko spojrzałam na jezioro z perspektywy naszego niezwykłego balkonu.

 

14045694_1168479326547851_8951586827019439330_n

No ale zaczęłam coś o murze, a piszę o drewnianej chatce. Po kolei. Mój urlop zaczął się w moim kalendarzu, fizycznie znajdowałam się w przepięknych okolicznościach przyrody i z dala od domu, ale w mojej głowie utknęłam w murowanym domku o wymiarach metr na metr.

Przez pierwsze 2 dni jadłam dość ostrożnie, żeby nie przytyć, piłam alkohol do momentu znanego mi zmęczenia, po czym grzecznie szłam spać i niczym wrzód na dupie upominałam pozostałych niezmęczonych jeszcze uczestników imprezy, żeby ściszyli muzykę. Nuciłam cicho pod nosem piosenki i nieśmiało przytupywałam z nóżki na nóżkę do tanecznych kawałków.

Aż zdałam sobie sprawę, że narzucając sobie na szyję smycz poprawności, wiążąc ręce chorymi myślami o perfekcji i zamykając usta obawą przed byciem śmieszną stałam się nudna i trochę jakby martwa.

To przyszło samo, nagle i niespodziewanie i wielkim młotem rozwaliło mój mur, uwalniając zmagazynowany stres i ekspresję, a ja poczułam ulgę, jakby z serca, ramion, głowy, rąk, nóg i karku spadły mi cegły.

Zaczęłam skakać i tańczyć najbardziej szalony układ choreograficzny jaki tylko spontanicznie przyszedł mi do głowy. Wypiłam jezioro alkoholu, jadłam frytki, dużo frytek, grillowany ser, chipsy, czekoladę i dania instant. Tańczyłam też na parkiecie w pobliskiej tawernie zupełnie nie zwracając uwagi na to, że wyglądam jakby raził mnie prąd. Śpiewałam na całe gardło, aż prawie ochrypłam. Po wypiciu litra wina, pijana życiem i wolnością uznałam, że wspaniale będzie nago popływać nocą w jeziorze. Rozebrałam się nawet do bielizny i skierowałam swoje kroki na nadjeziorny taras. Zostałam na szczęście odwiedziona od tego pomysłu przez przyjaciół, którzy wiedzą, że pływakiem jestem takim sobie, a temperatura wody w jeziorze do najwyższych nie należy.

Niemniej jednak poczułam jak życie wraca do wszystkich komórek mojego ciała, rozluźniłam się, a nocą spałam jak dziecko, śniąc przedziwne sny.

Wróciłam cięższa o 1,5 kg, ze skórą muśniętą słońcem, pustym portfelem i kontem, pijana życiem, zrelaksowana i szczęśliwa.

A na miejscu murowanej samotni w mojej głowie wybudowałam sobie drewnianą chatkę na wzór tej mazurskiej, z tarasem tuż nad taflą wody, z którego skaczę sobie nago do jeziora pod gwieździstym niebem.

Ale to widzi już tylko dziwno-barwny księżyc.

 

 

Reklamy

6 thoughts on “Nago nocą do jeziora

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s