Małżeństwo, Miłość i Spokój

Był sierpień 2007 roku.  Od pół roku spotykałam się z M., od 3 miesięcy miałam 17 lat, a od półtora miesiąca wakacje, podczas których pracowałam jako kelnerka w pizzerii. Tyrałam na czarno za 4 złote na godzinę, często po 12 godzin dziennie. Ale wiedziałam, że mój trud zostanie wkrótce nagrodzony, bo miałam pojechać na pierwsze wakacje z NIM.

Zadzwonił do mnie, gdy właśnie skończyłam myć podłogę w pizzerii. Żar lał się z nieba, a rozgrzany piec do pizzy nie poprawiał sytuacji. Na dodatek zepsuła się klimatyzacja, więc miałam ochotę schować się w lodówce gdzieś między sosem czosnkowym a żółtym serem. Była godzina 14, zostało mi 8 godzin pracy. Odliczałam dni do końca mojego tyrania. Zostało chyba 9. Potem miałam rzucić w kąt cholerną czerwoną, przesiąkniętą zapachem czosnku i spalonej mąki koszulę i przez niecałe 3 tygodnie cieszyć się odrobiną wolności przed rozpoczęciem roku szkolnego i drugiej klasy ogólniaka.

Zadzwonił i powiedział, że znalazł ładny pensjonat w Ustroniu, tuż pod Czantorią, 5 minut drogi od stacji PKP. Cena za dobę też była dla nas do zaakceptowania. Podliczyliśmy, ile mamy pieniędzy. Postanowiliśmy, że pojedziemy na 4 dni. Byłam podekscytowana i zdenerwowana jednocześnie. ON był moim pierwszym chłopakiem i mieliśmy spędzić 4 dni tylko we dwoje. Nie wiedziałam do końca, czego się spodziewać, ale oboje cieszyliśmy się na te krótkie, wspólne wakacje.

Pamiętam, że w dniu wyjazdu z samego rana pokłóciliśmy się o jakąś pierdołę. Cóż, nasze początki były dość burzliwe. Potrzebowaliśmy czasu, aby poznać się na tyle, żeby przewidzieć nasze reakcje na różne sytuacje, żeby wiedzieć, kiedy któreś z nas żartuje, a kiedy jest śmiertelnie poważne. Ostatecznie wyjazd był naprawdę udany, a Ustroń stał się naszym ulubionym miejscem, chociaż nie nocowaliśmy już potem w tym pensjonacie pod Czantorią.

Aż do zeszłego piątku, gdy wróciliśmy w to samo miejsce, gdzie 9 lat temu spędziliśmy nasze pierwsze wspólne wakacje.  Pensjonat rozrósł się, doczekał się basenu i pięknego ogrodu, w którym jedliśmy śniadania. Kilka znanych nam miejsc zniknęło, na przykład mała restauracyjka, w której panował klimat ubiegłej epoki, w której stołowaliśmy się 9 lat temu.

Wjechaliśmy wyciągiem krzesełkowym na Czantorię, potem zrobiliśmy spacer na właściwy szczyt i z wieży widokowej na granicy z Czechami obserwowaliśmy przepiękną panoramę Beskidów. I na tej naszej ukochanej Czantorii spędziliśmy właściwie całą przepiękną i słoneczną sobotę. Wróciły wspomnienia, momentami czułam się znowu jak zakochana siedemnastolatka, która pojechała na wakacje ze swoim chłopakiem. Rozmawialiśmy o wszystkim i wspominaliśmy. Pytaliśmy siebie nawzajem ,,A pamiętasz jak…?”, ,,Pamiętasz kiedy…?”.

Minęło 9 lat. Z jednej strony mam wrażenie, że dopiero co pojechaliśmy po raz pierwszy razem do Ustronia jako kompletne szczyle. Z drugiej jednak wystarczyło tylko 9 lat, abyśmy zmienili się tak bardzo. Nie ma już tej siedemnastoletniej Elki, ani tego osiemnastoletniego chłopaczka. Nie ma tej młodocianej pary, która o mały włos nie rozstała się na zawsze. Jest za to Małżeństwo, Miłość i Spokój.

13131705_1101821689880282_1935238817502274899_o

 

I nie myślcie sobie, że nasza historia przypominała sielankę usłaną płatkami róż. Bardzo często wyglądała raczej jak pole bitwy albo Runmageddon. Mieliśmy kilka kryzysów, wiele kiepskich chwil i kłótni kończących się wykrzyczanymi słowami ,,chcę rozwodu!”.

Tym bardziej cieszę się, że od bardzo długiego już czasu mogę czuć wielki spokój i satysfakcję z tego, że potrafimy ze sobą rozmawiać i rozwiązywać wspólnie problemy.

Nie jestem specjalistką w temacie związków, nie mam recepty na udane małżeństwo. Czasem miłość nie wystarcza, mimo że jest w tym wszystkim najważniejsza. Myślę, że trzeba też się po prostu lubić i potrafić ze sobą rozmawiać. Warto też wracać do tych chwil, kiedy byliśmy szaleńczo zakochani i do tych miejsc, w których JEGO spojrzenie paliło nas od środka i przyprawiało o zawroty głowy. W codziennej rutynie motyle wylatują nam cichaczem z brzucha i zapominamy co czuliśmy zaraz na początku do tej drugiej osoby. A zakochać się po raz kolejny w tym samym człowieku nie jest wcale aż tak trudno.

A moją krótką definicję miłości mogę Wam też zaśpiewać, jak chcecie, bo jakoś jestem taka dzisiaj w tym klimacie 😉

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s