No to się doczekałam

Moja umowa o pracę kończy się ostatniego dnia kwietnia. W związku z tym poprosiłam moją szefową o rozmowę, żeby dowiedzieć się, co dalej ze mną. Zaprosiła mnie na spotkanie w cztery oczy. Zaczęła mówić, a ja słuchając nie potrafiłam powstrzymać emocji, nie umiałam się opanować i z oczu popłynęły łzy wielkie jak grochy. A więc to tak? No to się doczekałam…

Ale zacznijmy od początku. Cofnijmy się w czasie o niecały rok.

Był początek maja 2015 roku, pracowałam w handlu i zamęczałam Was na blogu rozterkami związanymi z moją pracą. Z perspektywy czasu widzę, że byłam tam nieszczęśliwa i czułam się kompletnie niespełniona. Na siłę próbowałam się dopasować i zmuszałam się do polubienia mojej pracy. A przysłowiowym gwoździem do trumny była lojalność do szefa, którego nie chciałam zawieść, a mimo to nieustannie towarzyszyło mi uczucie, że pracuję za mało, za słabo, niewystarczająco. Starałam się ze wszystkich sił, ale cały czas gdzieś z tyłu głowy słyszałam głos, który pytał ,,co Ty do jasnej cholery tu robisz???”

Postanowiłam dać sobie rok, ale chyba sama w to nie wierzyłam, że uda mi się wytrwać tam jeszcze całe 12 miesięcy. Rozpaczliwie potrzebowałam zmiany, pragnęłam móc wreszcie powiedzieć, że lubię swoją pracę.

Mam to szczęście, że nigdy nie byłam bezrobotna, zawsze miałam pracę i wypowiedzenia zawsze były składane przeze mnie. Nigdy odwrotnie. Dzięki temu łatwiej mi było w sierpniu 2015 roku podjąć decyzję o zmianie pracy. Mój Mąż był początkowo temu przeciwny. Stwierdził, że w handlu mogę zrobić karierę i z biegiem czasu zająć wysokie stanowisko. Ale dodał też, że będzie mnie wspierał bez względu na to, jaką decyzję podejmę. No i podjęłam. Nie chciałam kariery, prestiżu, wysokiego stanowiska. Chciałam, aby moja praca spełniała tylko 3 proste warunki.

I tak 1 października 2015 roku rozpoczęłam trzecią pracę w mojej karierze. Przywitała mnie fajna załoga, dzięki której w praktyce poznałam, co znaczy team work. Okazało się, że nikt nie myślał nawet robić mi wyrzutów za dwuminutowe spóźnienie. A gdy ktoś z jakiegoś powodu był jeszcze o 15:15 w pracy, to był życzliwie wypraszany do domu przez szefową, no bo przecież skończył pracę kwadrans temu. A jak się czegoś nie zdążyło zrobić, to można przecież wrócić do tego następnego dnia. Poza tym praca spełniała moje 3 proste warunki i już od pierwszego dnia pojawiła się w mojej głowie myśl, że chyba polubię tę robotę. Ale postanowiłam poskromić wszelki entuzjazm. Tak na wszelki wypadek.

Wreszcie poczułam, że nie wszystko jest na mojej głowie, że nie mam tej pieprzonej odpowiedzialności! Nawet dyżury, które mam przez 1 tydzień w miesiącu mi nie przeszkadzały. Nawet telefony o 2 w nocy z Singapuru, czy o 4 nad ranem z RPA nie zniechęciły mnie do pracy.

Z uśmiechem wchodziłam do biura i nie mdliło mnie wieczorem w niedzielę na myśl o pracy. Czasem nie czułam się w ogóle, jakbym pracowała. Robiłam swoje i nagle zauważałam, że kończę pracę za 10 minut. Czułam też, że wykonuję swoją pracę dobrze. Po każdym dniu pracy szłam do domu z większą bądź mniejszą satysfakcją wykonanych zadań, zamykałam rozdział pt.praca i zajmowałam się swoimi sprawami.

Aż kilka dni temu odbyłam wspomnianą wcześniej rozmowę z szefową. Sądziłam, że dobrze wykonuję swoją pracę, nie słyszałam wcześniej żadnych zarzutów, że coś robię źle, że coś nie tak. No ale byłam przygotowana na wszystko.

 

Dowiedziałam się od szefowej, że będzie się strasznie cieszyć, jeśli zechcę dalej z nimi współpracować, bo jest bardzo zadowolona ze mnie i z mojej pracy, dlatego proponuje mi umowę na czas nieokreślony i podwyżkę. Bez próśb, bez błagań. Po prostu za to, że jestem i dobrze pracuję.

,,Ela, tylko jedna uwaga: Nie przepraszaj za każdą drobnostkę i się tak wszystkim nie przejmuj. To jest tylko praca.” 

W tym momencie nie wytrzymałam i z oczu popłynęły strumieniem łzy. Poczułam się jak po skończonym Runmageddonie, jakbym przeszła długą górską wędrówkę i stanęła na szczycie. A więc to tak jest czuć się docenionym? A więc to możliwe?

Można lubić swoją pracę? Okazuje się, że można.   I ja wreszcie mogę otwarcie powiedzieć, że lubię swoją pracę!

Dotychczas sądziłam, że problem tkwi we mnie, że w żadnej normalnej pracy się nie odnajdę. Dobijało mnie to jak jasna cholera.

Ale teraz mogę złapać oddech, w przyszłym tygodniu podpisuję nową umowę i zaczynam kolejny nowy etap w moim życiu. Skoro praca nie wysysa ze mnie energii, a daje spore profity, to mogę teraz skupić się na innych rzeczach. Na tworzeniu na przykład. Z ogromną satysfakcją skreślam kolejny ważny punkt na mojej liście 101 rzeczy.

Czy żałuję, że nie zmieniłam pracy wcześniej? Może odrobinę. Na pewno cieszę się, że podjęłam decyzję o zmianie. Poza tym, gdyby nie moje rozterki może nie zaczęłabym pisać bloga? Kto wie.

A jeśli mogę Wam dać radę, to jeśli czujecie się nieszczęśliwi w swojej pracy, to ją zmieńcie czym prędzej!!! Praca nie musi być przykrym obowiązkiem. Zawsze będzie obowiązkiem, to jasna sprawa, ale przynajmniej nie musi wkurwiać, wysysać energii i pozbawiać radości życia (potwierdzone info!).

A jeśli stoicie przed podjęciem decyzji o zmianie pracy, to trzymam za Was mocno kciuki! I pamiętajcie, że kto szuka, ten znajdzie 😉

Reklamy

7 thoughts on “No to się doczekałam

  1. Bardzo sie ciesze. Naprawde.
    I wiem co czujesz, bo bylam przed trzema laty w tym punkcie 🙂
    A szefowa masz rewelacyjna, jedna z tych osob, ktore potrafia pociagnac w gore, prawda ?
    Powodzenia 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. jakbym czytała swoją historię 😉 w „złej pracy” wytrzymałam rok, chociaż był to rok masakrycznie ciężki, wracałam do domu załamana, bywały dni, że w „pracy” nikt nie odezwał się cały dzień ani słowem (pisaliśmy sobie MEJLE siedząc w jednym pokoju). Teraz mam świetną robotkę z super ludźmi, której nie zamieniłabym na żadną inną. Każdemu tego życzę 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s