Do dziewcząt i ich ojców

Wczoraj rozpoczął się rok szkolny, w związku z czym kilku moich znajomych wrzuciło zdjęcia z dzieciństwa na swoje fejsbukowe profile. Tak się złożyło, że ja też  znalazłam na swoim telefonie dwie fotografie przedstawiające pięcio- i sześcioletnią mnie. Najpierw uśmiechnęłam się do dziecka na zdjęciach, a potem coś ukłuło mnie mocno w serce i miałam ochotę z całych sił przytulić tę dziewczynkę do siebie.

Zanim wypadły mi mleczaki, zdążyły już sczernieć z próchnicy. Gryzłam lizaki jak głupia ukrywając ten fakt przed mamą no i się doigrałam. Sugerowano mi dlatego, żebym do zdjęć uśmiechała się nie pokazując zębów. Zrozumiałe, były paskudne. Ale nieświadomie zaszczepiono mi w mózgu mój pierwszy kompleks. Wstydziłam się moich zębów, nienawidziłam ich. Teraz rozumiem, że nienawidziłam już wtedy samej siebie. Do tego stopnia, że rozruszałam jedynki, które jeszcze mocno tkwiły w dziąsłach, żeby szybciej wypadły i poczułam olbrzymią ulgę, gdy wreszcie udało mi się je wyrwać. Niestety moje stałe zęby nie chciały jeszcze wyjść na powierzchnię dziąseł, więc przez dłuższy czas byłam szczerbata, ku uciesze dzieciaków i dorosłych, których mój wygląd najpewniej bawił. Gdy zęby stałe wreszcie urosły, wcale nie rozwiązało to problemu. Przez kilka długich lat miałam wielką przerwę między jedynkami, czego również nie znosiłam.

Zdjęcia z dzieciństwa uświadomiły mi, że mimo iż byłam radosnym dzieckiem, to nigdy nie byłam zadowolona ze swojego wyglądu. Zawsze miałam coś do ukrycia, zamaskowania, poprawienia. Nie dla siebie. Dla innych.

Ostatnio czekając na kogoś na ulicy obserwowałam przechodzących ludzi. Zauważyłam trójkę nastolatek cieszących się końcówką wakacji. Dziewczyny były bardzo ładne, miały piękne długie i lśniące włosy, delikatny, acz podkreślający ich urodę makijaż, a ubrane były na luzie, chociaż w sposób, który zdawał się mówić ,,nie jesteśmy już małymi dziewczynkami”. Trudno było nie zwrócić na nie uwagi. Promieniowała z nich niewymuszona pewność siebie. Zazdrość wbiła swoje lodowate ostrze w sam najczulszy punkt mojego serca. W ich wieku nigdy nie czułam się nawet w jednym ułamku tak piękna i pewna siebie jak one zdawały się być. Zastanowiłam się dlaczego, a odpowiedź przyszła wraz z pewnym wspomnieniem.

Jak każda nastolatka próbowałam się malować. Czasem z lepszym, czasem z gorszym skutkiem. Eksperymentowałam z włosami, ubraniem, dodatkami. Poznawałam siebie. Raz pomalowałam usta czerwoną szminką mamy. Mama właściwie jej nie używała, a ja chciałam zobaczyć, jakbym wyglądała w takim kolorze na ustach. Sama stwierdziłam, że mi nie pasuje, a mama tylko się uśmiechnęła, bo wyglądałam dość zabawnie. Niestety w domu był też ojciec, który nie pytany nawet o zdanie wyraził się o moim makijażu wyjątkowo niepochlebnie, wręcz wulgarnie. Przez większość mojego życia nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogę być ładną dziewczyną, piękną kobietą. Mój ojciec skutecznie zabijał we mnie pewność siebie.

Moje relacje z ojcem zawsze były złe. Niestety jest chyba człowiekiem niezdolnym do kochania kogokolwiek innego niż swoją matkę i samego siebie. Nigdy nie usłyszałam od niego, że mnie kocha. A gdy na weselu mojej siostry (miałam 21 lat) byłam już trochę wstawiona i zdobyłam się na odwagę, żeby pierwszy raz w życiu powiedzieć ojcu ,,kocham Cię tato”, on nie odpowiedział nic. I nie, nie powiedziałam mu tego z potrzeby serca, raczej z litości i ze strachu, że nie usłyszy tego od żadnej z córek zanim odejdzie z tego świata. Dzisiaj żałuję tych słów, bo były nieprawdą.

Mojej mamie zawdzięczam między innymi to, że nie stałam się socjopatką i nie zabiłam się przed ukończeniem 15. roku życia. Mama nauczyła mnie kochać i zawsze we mnie wierzyła. Gdyby nie ona, byłabym teraz kompletnie nie zdolną do miłości emocjonalną kaleką. Jest wspaniała, chociaż jak w każdej relacji matka-córka toczyłyśmy i nadal czasem toczymy swoje małe wojenki.

Ale żadna, nawet najwspanialsza matka nie będzie w stanie zastąpić córce ojca. Bo to przecież on jest pierwszym ważnym mężczyzną w życiu każdej kobiety. Nie wiem, co powinien robić ojciec dla córki, ale chyba sprawiać, by czuła się dobrym człowiekiem i by wyrosła na kobietę pewną siebie i świadomą swojej wartości. Chyba. Możecie mnie poprawić, bo po prostu nie wiem jak wygląda dobra relacja ojca z córką. Dla mojego nigdy nie byłam wystarczająco ładna, mądra, zdolna czy dobra. I niby był, ale go nie było. A może nawet gorzej, bo sprowadzał mnie do poziomu podłogi, dając mi poczucie, że jestem nic nie warta. A ja, mimo że doskonale zdawałam sobie sprawę jakim jest dupkiem, gdzieś podświadomie liczyłam na jego aprobatę, czy pochwałę. I nie zapomnę nigdy, gdy w klasie maturalnej przyniosłam świadectwo z czerwonym paskiem i sądziłam, że wreszcie zasłużyłam na jego uznanie, a on jedynie wytknął mi trójkę z fizyki. Wtedy ja, dziewiętnastoletnia dziewucha rozpłakałam się jak małe dziecko.

Sorry tato, ale to Ty spierdoliłeś egzamin z ojcostwa. I to na całej linii.

Dzisiaj mam do tego większy dystans, chociaż żal nie minął i nie minie chyba nigdy. Moje relacje z ojcem nadal są chłodne i zachowawcze. Po półmaratonie nawet nie łudziłam się, że mnie pochwali. Zapytał w jakim czasie przebiegłam i na odpowiedź, że w 2 godziny 13 minut skwitował, że ,,to chyba nie najgorzej”. Ale już mnie jego opinia w ogóle nie interesuje. Serio.

Szkoda tylko, że musiało minąć prawie ćwierć wieku, żebym zaczęła postrzegać siebie jako wartościową osobę. Ostatnio coraz bardziej się sobie podobam i lubię siebie, a odbicie w lustrze co raz pewniej odpowiada mi na uśmiech. Zaczęłam inaczej postrzegać życie, świat, moje relacje z ludźmi. Dalej nad sobą pracuję, staram się być każdego dnia lepsza. Ale już nie dla aprobaty otoczenia, tylko dla samej siebie.

A jeśli na ten blog trafi kiedyś jakieś dziewczę, które kiedykolwiek pomyśli, że jest brzydkie, nic nie warte i niekochane, niech wie, że to minie. I lepiej, żeby przestało myśleć o sobie negatywnie i skończyło próbować przypodobać się innym. Po prostu szkoda czasu, bo życie mamy tylko jedno.

A jeśli na ten blog trafi kiedyś jakiś ojciec dziewczęcia, niech pamięta on, że ma przed sobą najważniejszy egzamin życia i lepiej, żeby go nie spierdolił, bo relacja ojciec-córka, mimo że trudna i czasem skomplikowana, jest o wiele ważniejsza, niż może się wydawać.

Reklamy

15 thoughts on “Do dziewcząt i ich ojców

  1. zaniemówiłam. Trafiłam tu przypadkiem z Pokolenia Ikea, ale zdecydowanie zostanę na dłużej. Przede wszystkim chciałam Ci podziękować za ten tekst. Dziękuje za napisanie tego lepiej niż mogłabym to ująć w myślach. Dziękuje za nadzieje, że kiedyś może być lepiej, że to minie. Nie zapomnę Ci tego.
    I kimkolwiek i jakakolwiek jesteś, życze Ci jak najlepiej.
    Agnieszka

    Polubione przez 1 osoba

  2. Agnieszko, to ja dziękuję za Twój komentarz! Uwierz mi, czas naprawdę leczy rany i mimo, że po każdej ranie pozostaje blizna, która przypomina przykre chwile, to warto uzbroić się w cierpliwość. Warto też pokochać samego siebie i być swoim najlepszym przyjacielem. Świat pełen jest złych i okrutnych ludzi, a życie składa się z takiej samej ilości dobrych i złych chwil. Jednak to od nas samych zależy, czy będziemy tak naprawdę szczęśliwi. Trzymam za Ciebie kciuki i także życzę Ci wszystkiego, co najlepsze! Pozdrawiam

    Lubię to

  3. Jesteś mega pozytywna, dziewczyno!:) Mam nadzieję że mi też uda się kiedyś uwierzyć w siebie, tak jak udało się Tobie. Dziękuję za tekst:) PS. również trafiłam tu z Pokolenia Ikea:)

    Polubione przez 1 osoba

  4. Jesteś cudowna i nawet nie wiesz jak bardzo się utożsamiam z Twoją historią. Nigdy bym tego lepiej nie ujęła, a ty opisałaś moje uczucia w stosunkowo niedługim tekście. Również jestem autorką pewnego bloga, ale pozwól, że zostanę anonimowa. Tutaj to ty zasługujesz na oklaski. Gratuluję i dużo powodzenia w życiu, kochana! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. Witaj. Jestem już ojcem od 20 lat. Nigdy w swoim życiu nie skrytykowałem mojej córki jak to opisałaś. Co więcej jestem po rozwodzie od 12 lat i zawsze byłem w pobliżu moich dzieci. W wieku 18 lat moja córka zdecydowała się mieszkać ze mną. Teraz przebywa w Kanadzie ze swoim chłopakiem.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cieszy mnie to, ze mimo rozwodu pozostales ojcem dla swoich dzieci, co obecnie nie jest takie oczywiste dla każdego. Cieszy mnie fakt, że gdzieś w Kanadzie mieszka młoda kobieta, która ma takiego ojca 🙂 Pozdrawiam!

      Lubię to

  6. Witam! mam ten sam problem tylko, że z mamą, jestem ciągłym kłębkiem nerwów, bo boje się awantury ,za ,za bardzo pomalowane rzęsy albo za niezgaszone światło .Nienawidzę jej za to, że przez nią nie mogę patrzeć na siebie w lustro i cały czas porównuję się do innych. Liczę na to, że kiedyś uda mi się zyskać pewność siebie i uwolnić od tego wszystkiego. Dziękuje za ten artykuł, bo wiem, że nie jestem sama.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wiki, bardzo Ci współczuję, bo sama to przeżywałam. Codziennie odczuwałam stres i jeszcze lepiej potrafię dostrzec to z perspektywy czasu. Teraz czuję się prawdziwie wolna i mogę być całkowicie sobą. Lepiej unikać toksycznych ludzi, ale gdy takim człowiekiem jest rodzic, z którym trzeba mieszkać, to sprawa się komplikuje. Ale bądź silna i nie poddawaj się! Dąż do tego, abyś Ty dla siebie samej była najlepszym przyjacielem, stań się swoim największym fanem, wtedy wszystko się ułoży. Nadejdzie dzień, kiedy będziesz mogła żyć po swojemu, malować rzęsy nawet na niebiesko i zostawiać zapalone światła w każdym pomieszczeniu SWOJEGO domu. Niech to będzie Twoją motywacją. A ja trzymam za Ciebie mocno kciuki i przesyłam uściski! Pozdrawiam! 😉

      Lubię to

  7. No i masz…. wspomnienia wróciły, ryczę jak bóbr… tak było, dokładnie tak! I te wszystkie świadectwa z czerwonym paskiem, olimpiady, studia na politechnice… to zawsze było za mało, niewystarczająco. Wygórowane ambicje, dążenie do ideału, pęd do ciągłego doskonalenia pozostał….
    Ja również ciągle się uczę siebie i pracuję nad relacją z samą sobą. Czasami biorąc kąpiel wyciszam te wszystkie emocje i przytulam swoje wewnętrzne dziecko.
    Zgodzę się, że czas troszkę zaciera ból z przeszłości ale bez wybaczenia ojcu jego błędów nie można w pełni cieszyć się swoim życiem. Wybaczenia dla siebie. To jednak krok, którego ciągle nie jestem w stanie pokonać, jeszcze nie…wewnętrzny strach bardzo mnie blokuje.
    Dziękuję Ci za ten wpis.
    Sama mam teraz dwie córeczki i wspaniałego męża i tatusia moich dziewczynek 🙂

    Lubię to

    1. I ja przytulam teraz Twoje wewnętrzne dziecko! Pomyśl, jakie to cudowne, że Twoje córeczki mają kochającego tatę 🙂 Błedów popełnionych przez naszych rodziców nie da się cofnąć, bo one już wpłynęły na nas i nasze dorosłe życie. Możemy jednak wyciągnąć wnioski i wychowując następne pokolenia nie popełniać błędów naszych rodziców. Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s