Jak lata dziki osioł, czyli wspomnienia z półmaratonu

Ktoś znalazł mój blog szukając w internecie odpowiedzi na pytanie ,,jak lata dziki osioł”. Muszę przyznać, że mnie to szczerze i serdecznie rozbawiło do tego stopnia, że opowiem Wam dzisiaj jak to dziki osioł (czyt. ja) poleciał ostatnio na dystansie 21 km i jakie ma w związku z tym spostrzeżenia.

Tak, zrobiłam to! Wystartowałam w swoim pierwszym półmaratonie, przebiegłam i nie umarłam, juhu! Tym samym mogę wykreślić z mojej listy 101 rzeczy jeden bardzo istotny punkt, który wymagał ode mnie sporego nakładu czasu i energii. I punkt ten skreślam z poczuciem dumy i spełnienia.

Wiem, wiem. Nie tylko ja biegam (w maratonach, półmaratonach, biegach ulicznych i innych). Wiem, że moje czasy dalekie są od czasów zwycięzców. Nie ważne. Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo zmieniło się nie tylko moje ciało i kondycja, ale także myślenie. Ja się zmieniłam.

Wiem, wiem. Znowu banały. Ale pozwólcie, że wypowiem się do końca.

Gdy 2 lata temu postanowiłam ruszyć się sprzed kanapy i zamiast po chipsy i piwo do sklepu pójść na trening muay thai lub pobiegać, byłam leniwą, rozlazłą bułą. Półtorakilometrowy bieg był torturą, a do domu przybiegałam zlana potem, wypluwałam palące płuca, a puls był bliski 200 uderzeniom na minutę. Dlatego poza ukończonym półmaratonem i przyjemnie ciążącym na szyi medalem najbardziej ucieszył mnie fakt, że biegłam nieprzerwanie 17 km, aż przeszłam do krótkiego marszu, aby dać trochę odpocząć zmęczonym mięśniom.

Przed biegiem bałam się. Strasznie się bałam, że nie dam rady, że odpadnę, zrezygnuję, że zostanę wyśmiana. Ale pobiegłam. Inni biegli, to i ja się nie zatrzymywałam. I dalej jakoś poszło.

Już kiedyś pisałam, że zawsze kończę to, co zaczęłam. Chyba duma nie pozwala mi porzucić rozpoczętych projektów. Ale jednak zrezygnowałam z części marzeń, a ta myśl nie daje mi spokoju i jak natrętny komar w letnią noc nie pozwala zasnąć, bzyczy nad uchem, kąsa pozostawiając swędzący ślad na kostce. A ja niestety wykazuję tę obrzydliwą tendencję do rozdrapywania ran, zarówno tych na ciele, jak i tych nienamacalnych.

Półmaraton: dokładnie dystans 21 km 97,5 m. Na trasie, na której biegłam były to 3 okrążenia. Znałam start i metę, wiedziałam czego mogłam się spodziewać i ile biegu mnie czeka. Na trasie były woda, izotonik, czekolada i ciastka, które dawały ukojenie i energię. Wiedziałam, że gdy bieg się skończy dostanę medal, nagrodę za wysiłek, buziaka od męża, wezmę gorący prysznic, napiję się radlera i pójdę spać. Wiedziałam, że dzień później będę leniuchować cały dzień w piżamie, ciesząc się swoim małym sukcesem i szykując na następne wyzwania. Zakończyłam pewien projekt. Jestem dumna.

Coś się kończy, aby mogło zacząć się coś nowego. Przez większość mojego życia dzieliłam czas na pewne okresy. Teraz jednak czuję się, jakbym wpadła w kołowrotek, w kierat, z którego wychodzę tylko co jakiś czas, najczęściej na weekendy, kiedy staram się robić fajne, inspirujące i ciekawe rzeczy.

Wiem jednak, że na dłuższą metę to nie działa, że biegnę nie na tych zawodach, co trzeba, albo raczej gubię się w gęstym lesie. Nie widzę mety, nie wiem, gdzie kończy się trasa, nikt nie czeka z medalem na końcu. Dookoła widzę tylko ciemność, co jakiś czas światełka, które rozbłyskując rozświetlają na chwilę drogę, aby ponownie zgasnąć. Może wystarczy zmienić kierunek biegu, a może rozpalić ognisko i rozbić obóz, odetchnąć na chwilę, zastanowić się, pogapić w gwiazdy i z ich pomocą odnaleźć wyjście?

Ale boję się. Po prostu się boję, że poza tym lasem nic więcej dla mnie nie ma. Że te wszystkie moje marzenia to halucynacje powstałe na wskutek biegu w ciemności. Boję się zupełnie tak samo jak przed startem w półmaratonie.

Jednak mimo całego strachu i niepewności wiem, że kiedyś znajdę wyjście z tego lasu i pobiegnę na trasę, gdzie na mecie otrzymam swój medal i będę czuła taką samą dumę jak kilka dni temu po przebiegnięciu 21 km.

Bo wiecie co? Tak z perspektywy czasu stwierdzam jeden, może banalny fakt, że niemożliwe jednak nie istnieje. I bardzo, ale to bardzo w to wierzę i wierzyć nie przestanę.

Reklamy

2 thoughts on “Jak lata dziki osioł, czyli wspomnienia z półmaratonu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s