Tabata o piątej rano

Fala upałów wlała się do polskich miast. Betonowe budynki nagrzewają się jak kamienne piece do wypieku chleba. Gdyby nie klimatyzacja w biurze to pieklibyśmy się jak kawałki pieczywa w tosterze, by o 16 wyskoczyć z niego jak na sprężynie. Wszyscy marzymy o odrobinie chłodu, najlepiej, żeby już lato minęło i żeby była zima, prawda? Brzmi znajomo? Czyż zimą nie marzyliśmy o lecie? 

Gdy mój Mąż idzie do pracy na godzinę 5:00, wstaję razem z nim bo wiem, że później sama bym najpewniej zaspała do pracy. W środę też zwlekłam się z łóżka o nieludzkiej godzinie 4:40 i postanowiłam rozpocząć dzień od tabaty. Wydaje się to być świetnym początkiem dnia, jednak tylko wtedy, gdy wykona się porządną rozgrzewkę, o której ja niestety zapomniałam. Czym się to skończyło? A no tym, że pod lewą łopatkę wszedł mi ostry ból, który nasilał się podczas brania głębokich wdechów. Co tu dużo mówić, trochę cierpiałam.

Półmaraton zbliża się wielkimi krokami. Został tydzień z kawałkiem. Powinnam biegać regularnie. Ale jak tu biegać, gdy ból uniemożliwia nawet swobodne oddychanie? Całą środę w biurze próbowałam się rozciągnąć, robiłam wszystko, aby uśmierzyć ból. Bezskutecznie. Z pewną dozą nostalgii przypomniałam sobie chwile, gdy nic mnie nie bolało, byłam w formie, a nie szłam na trening tylko dlatego, że mi się nie chciało. W wyobraźni walnęłam leniwą-mnie pięścią w twarz. A masz, leniwa buło, cierp!

Zbyt wiele rzeczy bierzemy za pewnik, umniejszając ich wartości. Możemy wstać rano o własnych siłach, samodzielnie się ubrać, mamy co zjeść na śniadanie. Wychodząc na ulicę nie musimy się bać o własne życie, że nastąpimy na minę, że ktoś nas zastrzeli. Możemy czytać książki, bo nauczyliśmy się tego w szkole, możemy podróżować, możemy wyrażać swoje opinie. Mamy obok siebie ludzi, którzy nas kochają, dla których jesteśmy ważni.

A co robimy zamiast docenić to, co mamy? Narzekamy. Marudzimy. Krytykujemy.

Jasne, że zawsze może być lepiej. Ale może być i gorzej.

Wróciłam z pracy do domu. Mój Mąż rozmasował kilkakrotnie obolałe miejsce i posmarował maścią przeciwbólową. Niby nic takiego, ale wiem, że włożył w tę czynność swoje zaangażowanie, troskę i miłość.

Następnego ranka bolało zdecydowanie mniej. Wskoczyłam pod prysznic, ubrałam się, chwyciłam z lodówki jogurt i ruszyłam do pracy. Weszłam do klimatyzowanego biura i z uśmiechem zaczęłam pracę.

Wiem, że gdy wrócę do domu, będzie w nim czekał człowiek, który darzy mnie niezrozumiałym uczuciem i bez którego nie wyobrażam sobie życia.

Mam wielkie szczęście i wkurzam się ostatnio na siebie, że tego nie doceniam. Głupia.

A jak tylko przestaną mnie boleć plecy, wybiegnę na trening! Aha, i już nie będę robić tabaty o 5:00 rano bez porządnej rozgrzewki 😉

Reklamy

5 thoughts on “Tabata o piątej rano

    1. Ja tam staram się akceptować pogodę i jakoś sobie radzić z gorącem. Nie będę się przecież denerwować na coś, na co nie mam wpływu. Ale tak już jest, że ciągle chcemy więcej i więcej, nie doceniając tego, co już mamy. Albo zazdrościmy innym czegoś, bo wydaje nam się, że tego właśnie nam brak. Po drugiej stronie płotu trawa zawsze wydaje się być bardziej zielona 😉 Również pozdrawiam!

      Polubione przez 1 osoba

      1. O, to racja. Taka ludzka natura. Ważne jest to, żeby sobie to uświadomić i pozytywnie zmienić. Czasem pomaga w tym książka, obejrzany film, sen, rozmowa z kimś przypadkowym, albo tylko pozornie przypadkowym, lub też przychodzi to z wiekiem 🙂
        Życzę wytrwania w różnych uciążliwych odmianach pogody

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s