Czego nauczyły mnie moje koty

Jestem zdeklarowaną kociarą już 2,5 roku, kiedy przyjęłam pod swój dach 2 kocie sierotki. Jednak moja miłość do zwierząt objawiała się już znacznie wcześniej. Od dziecka dokarmiałam bezdomne koty na osiedlu, próbowałam ratować gołębie, które wypadały z gniazd, w podstawówce organizowałam zbiórki na schronisko dla zwierząt. Nigdy jednak nie mogłam mieć własnego zwierzaka. Dlatego gdy zaczęłam samodzielne życie mogłam spełnić marzenie z dzieciństwa i zaadoptowałam dwóch kocich braci, wówczas 8-tygodniowych. Oto, czego mnie to nauczyło:

1. Przedmioty ulegają zniszczeniu, ale to tylko przedmioty.

Koty podczas swoich harców zniszczyły m.in. czajnik elektryczny, kilka szklanek i talerzy, dzbanek, kanapę, słuchawki, zasilacz do laptopa, a nawet klosz od lampy wiszącej na suficie! Czy zrobiły to specjalnie, żeby mnie zdenerwować? Nie, one się po prostu beztrosko bawiły. Przedmioty ulegają zniszczeniu, ale to tylko przedmioty, więc może nie warto tak się wszystkim przejmować?

2. Radość z małych rzeczy. 

Kot nr 1 najbardziej lubi aportować małą kuleczkę papieru, mimo że ma do dyspozycji kilka innych zabawek zakupionych w sklepie zoologicznym. Jednak kuleczka papieru wygrywa ze wszystkim, najlepsza jest taka wykonana z paragonu fiskalnego, bo musi mieć odpowiednią wielkość i wagę, żeby spełnić oczekiwania kota nr 1, który jest wyjątkowo wybredny. Kot nr 2 jest najszczęśliwszy, gdy może zostać cały dzień ze swoimi ludźmi i nie odstępuje ich wtedy na krok. Najlepiej, żebym nie ruszała się z kanapy, bo on przecież tak uwielbia spać na moich kolanach. No i pudełka! Nie przypuszczałam nigdy, że kawałek kartonu może dostarczyć tyle radości.

3. Różnimy się.

Kto nigdy nie miał kota, pewnie sądzi, że wszystkie koty są takie same, nic bardziej mylnego.  Moje koty, mimo że bracia z jednego miotu, są jak ogień i woda. Kot nr 1 bywa wcieleniem diabła, to roszczeniowy książe, łasy na komplementy, wymaga aby poświęcać mu maksimum uwagi, bo w przeciwnym razie zaczyna szarpać zasłony albo drapać kanapę. Książe ma w zwyczaju krzyczeć, a my musimy się domyślać, czy chodzi o to, że kuweta jest już niewystarczająco świeża, miska niezbyt pełna, czy książe się po prostu nudzi i należy zapewnić mu odpowiednią ilość rozrywki czy miziania po brzuszku. A przycinanie pazurów jest misją, którą muszę dzielić na etapy, gdyż książe pozwala na przycięcie maksymalnie 2 pazurków na raz.  Kot nr 2 jest kompletnie bezproblemowy, taki koci aniołek, absolutne przeciwieństwo brata. Używa drapaka, nie kanapy do ostrzenia pazurków, a przycinanie ich trwa chwilkę. Nie grymasi przy jedzeniu, nie narzeka na żwirek innej firmy, nie krzyczy żeby poswięcić mu uwagę. Mimo różnic dzielę moją miłość równo na pół, bo oba zasługują na nią tak samo.

Kota nie obchodzi, czy jesteś bogaty, biedny, chudy, gruby, mądry czy głupi. Jeśli dajesz mu swoją miłość, on odwdzięczy się słodkim mruczeniem, który jest jego sposobem mówienia ,,człowiek, kocham Cię i jestem z Tobą szczęśliwy”. A kochać chyba każdy potrafi, co? Więcej miłości, ludzie!

4. Kot czy pies to takie same zwierzęta jak świnia czy krowa. Dlaczego kochamy jedne, a drugie zjadamy?

Nie zamierzam tutaj nikogo pouczać czy wzbudzać w kimś poczucia winy, że w niedzielę zjadł schabowego. To jest moje przemyślenie na temat wegetarianizmu i wiem, że moją postawą pewnie nie uratuję wszystkich zwierząt na świecie. Ale muszę przyznać, że od dłuższego czasu czułam się źle jedząc mięso. Zaczęło się od Wielkanocy w zeszłym roku, gdy na obiad podano królika i w żartach porównano go do kota. Królik stanął mi wówczas w gardle i tylko z grzeczności skończyłam swoją porcję. Od tego czasu zaczęłam myśleć o zmianie diety na bezmięsną, a pół roku później przeszłam na wegetarianizm. Niebawem minie 5 miesięcy od kiedy nie jem mięsa, czuję się zdrowo i mam chyba więcej energii.

5. Opieka i troska o drugie stworzenie to źródło radości i satysfakcji.  

Moje koty są zadbane i niczego im nie brak. Jedzą dobrej jakości karmę, od czasu do czasu dostaną też jakiś przysmak, kot nr 2 przyjmuje dodatkowo specjalną pastę na odkłaczanie. Mają swój ulubiony żwirek, przycinamy im pazurki, co roku odwiedzają weterynarza w celu szczepienia i ,,przeglądu”. A do tego otrzymują od nas coś, czego kupić nie można – czas, troskę, uwagę i miłość. Można odnieść wrażenie, że moje mruczki są trochę rozpieszczone, ale myślę że każdy opiekun zwierzaka, który świadomie decyduje się przyjąć pod swój dach czworonoga stara się, aby jego psi czy koci członek rodziny miał jak najlepsze życie. Gdy moje kociaki bawią się ze sobą, jedzą z apetytem, a potem mrucząc zasypiają szczęśliwe na moich kolanach, ja też czuję się szczęśliwa i po części spełniona.

Jestem kocią mamą i o moich milusińskich mogłabym opowiadać godzinami. Opieka nad nimi zmieniła mnie na lepsze i odkryłam w sobie nowe pokłady cierpliwości i bezinteresownej miłości. Poza tym spełniłam moje marzenie i mimo obowiązków wynikających z opieki nad moimi kotami jestem szczęśliwa z podjętej decyzji. Bo czy jest coś piękniejszego?

2013-12-02 22.44.40

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s