Jestem anonimowym żarłokiem

,,Cześć, jestem żarłokiem. Nie objadam się już miesiąc.”   Tak mogłabym przywitać się na spotkaniu anonimowych żarłoków, jeśli bym na takie spotkania uczęszczała. Ale nie uczęszczam, jednak sukcesywnie robię sobie porządki w głowie, aby funkcjonować lepiej niż dotychczas.

Jeść uwielbiałam zawsze i od kiedy pamiętam lubiłam gotować. Oczywiście często z różnym rezultatem, ale miałam po prostu z tego ogromną frajdę. Już jako 5-latka budziłam mamę w niedzielę przyrządzonym przeze mnie śniadaniem. Pamiętam, że zawsze cieszyły ją takie poranki, w sumie nic dziwnego, zawsze miło dostać śniadanie do łóżka. Moje starsze siostry śmiały się trochę ze mnie, że moim ulubionym programem był ,,Makłowicz w podróży” i wolałam oglądać jego kulinarne wojaże niż bajki. Ja po prostu lubię jeść i to bardzo a apetyt zawsze mi dopisywał. Uwielbiałam uczucie sytości, ale takiej aż do przesady, kiedy pełny brzuch zmuszał mnie to rozpinania guzika w spodniach. Nie musiałam się przejmować kaloriami, myślałam, że jestem jedną z tych szczęściar, które mogą jeść i nigdy nie przytyją. W wieku 18 lat ważyłam 48kg przy wzroście 160cm. Byłam szczupła i dobrze się z tym czułam. Niektórzy robili sobie żarty z tego, ile jem, a pochłaniałam naprawdę olbrzymie porcje jedzenia. Ale dopóki waga stała w miejscu byłam uroczym, szczuplutkim obżartuszkiem.

Nie sądziłam, że ten stan kiedyś się skończy i straciłam czujność. Zaczęłam denerwować się na sklepy odzieżowe, które ciągle sprzedawały mi kiepskiej jakości spodnie, które po kilku tygodniach noszenia przecierały się po wewnętrznej stronie nogawek. Co za gówno znowu mi sprzedali, myślałam. I wtedy zdałam sobie sprawę, że nie jestem już tą filigranową 18-latką, a powoli zamieniam się w obrzydliwego grubego babsztyla. I to nie firmy odzieżowe sprzysięgły się przeciw mnie, ale moje grube uda. Postanowiłam coś z tym faktem zrobić i podejmowałam wiele prób, aby zmienić ten przykry stan rzeczy. Następny etap to istna sinusoida: chudnięcie i tycie na przemian. Byłam m.in. na diecie Dukana, dzięki której schudłam 7 kg, ale także nabawiłam się zapalenia stawów tak bolesnego, że nie mogłam chodzić przez tydzień.  Jak się pewnie domyślacie niedługo później te 7 kg przytyłam na nowo. Przestałam się przejmować, szukałam wymówek typu ,,nie jest tak źle” sięgając po kolejnego chipsa. Bo mam niestety przykrą tendencję do popadania ze skrajności w skrajność.

Aż wybraliśmy się na wycieczkę w góry. Zdobywając szczyt byłam na twarzy tak purpurowa, że znajomi zaczęli pytać czy na pewno dobrze się czuję. Czułam się nieźle do czasu aż zobaczyłam zdjęcia z wyprawy. Byłam bliska płaczu, wyglądałam jak ogr, byłam tylko mniej zielona. Wiedziałam, że najwyższy czas to zmienić, bo będzie już tylko gorzej. Nadal walczę, a moja przemiana trwa już ponad rok. Osiągnęłam stan, w którym czuję się już nieźle, ale do mojego ideału zostało mi jeszcze kilka kilogramów. Z doświadczenia jednak wiem, że lepiej dać sobie więcej czasu, aby przemiana była trwała.

Nie jadłam tylko dlatego, że lubiłam. O nie, to byłoby zbyt proste wytłumaczenie tego zjawiska. Niebezpiecznie zaczęłam kojarzyć uczucie sytości z poczuciem bezpieczeństwa, spokojem, relaksem i samymi pozytywnymi emocjami. Czekając na weekend nie cieszyło mnie tylko to, że wyśpię się, a potem zrobię coś dla siebie, albo w fajny sposób spędzę wolny czas. Nie, ja cieszyłam się, że owszem będę spać do której chcę, ale potem zjem pyszne i oczywiście olbrzymie śniadanie, a potem będę łazić całą sobotę w piżamie i pochłonę największą możliwą pizzę, popijając ją piwem, najlepiej w pozycji horyzontalnej przed tv. Żałosne? A i owszem. Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że mam problem z jedzeniem i nie chodzi tylko o nadprogramowe kilogramy. Jak już wspominałam mam niebezpieczną tendencję do popadania ze skrajności w skrajność i gdy zaczęłam się odchudzać przyjemność i satysfakcję dawało mi uczucie ssania w żołądku. Myślałam, że jestem silna, że potrafię się powstrzymać od jedzenia, więc brawa i owacje na stojąco dla mnie! Ale głodzenie się to żadne rozwiązanie. Na pewno nie długotrwałe. Dopiero zmiana nawyków żywieniowych może spowodować spadek wagi i mimo że jestem tego świadoma, to zdarzają mi się epizody, kiedy albo się głodzę, albo obżeram. Na szczęście coraz rzadziej.

Jak już pisałam jestem świetnym teoretykiem. Na tematy odchudzania, zdrowego odżywiania i zaburzeń żywienia przeczytałam wiele książek i artykułów. Problem polega na tym, że najtrudniej jest teorię przekuć w praktykę. Pracuję cały czas nad sobą, nad swoimi niemądrymi myślami o sobie, o swoim ciele, o jedzeniu. Staram się polubić siebie, zaakceptować w sobie to, czego nie zmienię oraz poprawić to, co zmienić mogę i nie traktować jedzenia jak nagrody czy głodzenia się jako kary. Myślę, że jeszcze trochę potrwa zanim osiągnę balans, ale jestem już na dobrej drodze. Wiem, że na pewno nie tylko ja mogę powiedzieć o sobie, że jestem anonimowym żarłokiem, bo bardzo wiele osób zajada stres lub smutek, nie zdając sobie sprawy, że problem tak naprawdę leży głębiej i to nie ciałem należy zająć się najpierw, a duchem.

Reklamy

2 thoughts on “Jestem anonimowym żarłokiem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s