Jak zarobić i się nie narobić?

Od kiedy pamiętam marzyłam o tym, aby się usamodzielnić i żyć na własny rachunek. Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale miałam ku temu motywację. Dlatego od kiedy było to możliwe, czyli od 16 roku życia szukałam możliwości dorobienia, najczęściej w okresie wakacyjnym, gdyż w roku szkolnym ciągnęłam 2 szkoły jednocześnie (zwykłą i muzyczną).

Zaczęłam na poczcie od dumnie brzmiącego stanowiska ,,doręczyciela przesyłek bezadresowych”. Wiecie co robiłam? Wrzucałam do skrzynek wszelkiego rodzaju ulotki z marketów, drogerii i aptek, czyli przyczyniałam się do wkurwienia mnóstwa osób, które nie chcą mieć tej makulatury w skrzynce. Praca często po 12 godzin polegająca na nieustannym chodzeniu, także po schodach. Stawka? 3,80 zł za godzinę, ale trzeba było się wyrobić w 12 godzinach.  Można było oczywiście przyciąć w tak zwanego pręta, powrzucać hurtem ulotki na klatkę, a potem gdzieś przeczekać i wrócić na pocztę na koniec dniówki. Może miałam pecha i dostawałam najgorsze trasy, ale rzadko udawało mi się wrócić wcześniej niż po 12 godzinach.

Szczerze nienawidziłam tej roboty, ale wytrzymałam 1,5 miesiąca. Ostatnie 2 tygodnie odstąpiłam kumplom, którzy byli bardziej cwani ode mnie i wszystkie ulotki zawieźli do piwnicy rodziców kolegi, którzy tymi ulotkami jeszcze bardzo długo palili w piecu. Ja byłam i chyba nadal jestem uczciwa aż do bólu, ale wtedy byłam jeszcze cholernie ambitna i starałam się moją pracę wykonać jak należy. Z czasem ambicja gdzieś mi uleciała. Poza tym wiedziałam, że nie będę robić tego do końca życia, że muszę się przemęczyć, bo będę miała z tego pieniądze. Nie pamiętam ile zarobiłam, ale kupiłam używany telefon, który dosłownie rozpadł się po roku.

Dlatego w następne wakacje mając lat 17 zatrudniłam się w pizzerii jako kelnerka. Stawka zawrotna, bo już 4 zł za godzinę, ale praca nieraz po 14 godzin dziennie. Pracowałam miesiąc i za zarobioną kasę kupiłam naprawdę fajny jak na tamte czasy telefon, który bardzo mi się podobał i pojechałam z moim chłopakiem (obecnie mężem) na krótkie wakacje w góry. I tym razem wiedziałam, że to praca tylko na chwilę i po to, żeby zarobić na konkretny cel. Dlatego gotowa byłam na pracę nawet 6 dni w tygodniu i czternastogodzinne zmiany.

Gdy skończyłam 18 lat mogłam podnieść poprzeczkę jeśli chodzi o wakacyjny zarobek i pojechałam do pracy do Niemiec. Z jednej strony z sentymentem wspominam tę pracę, z drugiej jednak chyba nie pojechałabym tam drugi raz. Pracowałam na popularnych w Niemczech festach piwnych, takich małych kopiach Oktoberfestu. Na tychże festach robiłam ludziom zdjęcia, a potem przerabiałam na breloczki i sprzedawałam sfotografowanym uczestnikom biesiady. Brzmi nieźle? Nie zawsze jednak tak było. Zarabiałam od tego, ile breloczków sprzedałam – 25% od sprzedaży. Nie płaciłam za noclegi ani za żarcie, czasem wpadł napiwek, który wydawałam na obiad, czyli najczęściej na frytki, czasami kupiłam piwo, żeby lepiej wczuć się w klimat. Wymarzona robota? Można tak pomyśleć, ale już wtedy zdałam sobie sprawę, że handlowiec ze mnie żaden. Co ciekawe obecnie pracuję w handlu, ale o tym później.

Na festach byłam potem jeszcze 2 wakacje z rzędu i zarobiłam akurat nieźle. Na co poszły pieniądze? Część po prostu przehulałam, ale też poszłam na kurs prawa jazdy i odłożyłam na remont mieszkania, do którego wprowadziliśmy się w 2010 roku z moim mężem. Pobraliśmy się wcześnie, ja miałam 19, a mój mąż 20. I nie, powodem nie była niespodziewana ciąża, ani nawet chęć posiadania dzieci. Po prostu kupiliśmy mieszkanie na kredyt. Tak bardzo oboje chcieliśmy już być ,,na swoim”, że podjęliśmy właśnie taką decyzję. Ale ani trochę nie żałuję, wręcz przeciwnie, uważam, że była to najlepsza decyzja w moim życiu.

Gdy postanowiliśmy się pobrać i razem zamieszkać oboje dopiero co skończyliśmy szkołę, mój mąż poszedł od razu do pracy, ja zaczęłam studia, kończyłam szkołę muzyczną i pracowałam na czarno jako guwernantka. Dokładnie tak, jako guwernantka. Temat rzeka, a ja rozpisałam się już tak bardzo, że do tego tematu na pewno też wrócę w innym wpisie. Te wszystkie rzeczy udało mi się godzić, bo motywacja była ogromna: pokazać wszystkim, którzy z niedowierzaniem kręcili głowami i stukali się palcem po czole, pytając co my do cholery wyprawiamy, że podołam. Chciałam udowodnić, że dam sobie radę ze wszystkim. I z rachunkami, prowadzeniem domu, studiami, dyplomem i że skoro rzuciłam się na głęboką wodę, to nie utonę, ale nauczę się pływać i jeszcze będę tak śmigać po powierzchni, że wszystkich zaskoczę. Jak się pewnie domyślacie tak różowo jednak później nie było.

Pracę guwernantki nienawidziłam z całego serca, duszy i wszystkich sił, bo dziecko było po prostu wcieleniem szatana. Uwierzcie mi, nie żartuję. Co mnie tam trzymało? A jakże! Pieniądze! Zarabiałam naprawdę nieźle i mogłam to połączyć ze studiami oraz szkołą muzyczną. I nie mogłam ot tak zrezygnować, bo z czegoś trzeba płacić rachunki i kupować żarcie. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że dorosłość ssie tak bardzo, że mam ochotę wrócić do przedszkola. O co dzieciakom chodzi z tym przedszkolem? Przecież to istny raj! Zabawa na przemian z jedzeniem i drzemką! Żyć nie umierać!

Szukałam problemu w pracy. Pomyślałam, że jak zmienię pracę to wszystkie moje problemy się skończą. Zdałam dyplom w szkole muzycznej, więc zostały tylko studia i praca. Dam radę, pomyślałam. Postawiłam wszystko na jedną kartę i dostałam pracę w typowej korporacji, praca na 13. piętrze z widokiem na Katowicki Spodek, karta wejścia z moim zdjęciem, super socjal i ogólnie czad. Nie twierdzę, że była to zła praca, bo miała mnóstwo zalet, nie była po prostu dla mnie. I tutaj pozwolę zadać sama sobie pytanie: czy jest praca dla mnie? Bo zazwyczaj szukam problemu w pracy, a tak naprawdę problem leży chyba we mnie. Bo ja lubię zarabiać pieniądze, ale nie lubię pracować. Nie znoszę tego przymusu, że ,,trzeba pracować” i wiem, że myślę teraz schematycznie, ale wyjść poza ten schemat jest niezwykle ciężko gdy na głowie ma się kredyty, rachunki, długi i na dodatek plany i marzenia. W korporacji pracowałam 2,5 roku, to kolejny temat nadający się na następny wpis tutaj.

Obecnie mija już prawie rok od kiedy pracuję w miejscu zamieszkania, więc do pracy mam blisko, szef bardzo w porządku, hajs też się zgadza. Ale łapię się na pytaniu samej siebie: co Ty, człowieku z dyplomem zawodowego muzyka, aspiracjami żeby występować na scenie i ambicjami żeby tworzyć sztukę w każdej możliwej formie, robisz jako handlowiec w branży budowlanej? Odpowiedź jest prosta: robię to dla pieniędzy.

I jeśli mój drogi czytelniku dotrwałeś do końca, żebym dała Ci gotową receptę jak zarobić i się nie narobić pewnie będziesz rozczarowany, bo sama nie wiem. Wiem, że można łączyć pasję z pracą i nieźle na tym zarabiać, ale są to raczej wyjątki. Albo mnie brak odwagi, żeby znowu postawić wszystko na jedną kartę. Na razie nie mogę, ale mimo wszystko staram się z optymizmem patrzeć w przyszłość.

I być może ktoś z Was pomyśli, że materialistyczna ze mnie suka, bo tylko o tych pieniądzach i pieniądzach, ale chyba przyznacie mi rację, że chcąc żyć samodzielnie trzeba zarabiać. Ktoś inny może mi zarzucić, że marudzę, bo przecież mam pracę, więc o co chodzi? Ja doceniam to każdego dnia, szczególnie na początku miesiąca, gdy przychodzi wypłata (fuck, ta zaś o tej kasie…), bo uwielbiam zarabiać, nienawidzę pracować. I mam trochę szczęścia w życiu, że zawsze tę pracę miałam. Nadal jednak szukam swojej ścieżki i być może wystarczy zrobić jeden krok w odpowiednią stronę, żeby na nią wkroczyć?

Reklamy

One thought on “Jak zarobić i się nie narobić?

  1. Zarabiać lubi każdy. Kasę lubi każdy. Nie ma się czego wstydzić. Co do braku przyjemności z pracy uważam, że masz jeszcze czas żeby to zmienić. Sam nie raz pracowałem dorywczo wgl w innej branży niż moja. Jedynym powodem dlaczego tam wytrzymywałem był właśnie cel . Cel na który potrzebowałem kasy. Jednak wiedziałem , że nie wytrzymałbym tam dnia dłużej niż wymagał tego cel. Życzę Ci odwagi do przeprowadzenia zmian w życiu 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s